Relacja z tegorocznego Festiwalu Capoeira w Ustce

W dniach od 9. do 14. lipca odbył się 9. już z kolei Festiwal Capoeira w Ustce. Wśród letnich imprez związanych z naszą sztuką ma on najdłuższą historię i – jeszcze do niedawna – cieszył się największą popularnością. W tym roku jednak ilość uczestników była zaskakująco mała, co jednak nie przyczyniło się do pogorszenia jakości całego wydarzen…ia, a wręcz przeciwnie, sprawiło, że każdy mógł wynieść z festiwalu więcej niż zwykle. Kadra – zarówno ta brazylijska, jak i polska – nie musiała ogarniać gigantycznej ilości osób, dzięki czemu wszystkie zajęcia miały charakter nieco bardziej indywidualny, a i po zajęciach łatwiej było ze wszystkimi porozmawiać i poznać na bardziej prywatnym gruncie. Jednym słowem luks. W tym roku po raz pierwszy festiwal został podzielony na dwie części – pierwsze 3 dni były treningowo spokojniejsze, pozwalały na korzystanie z uroków usteckiej plaży i nieskrępowaną integrację wewnątrzgrupową; weekend natomiast był wypełniony intensywnymi treningami od rana do wieczora. Teraz trochę szczegółów.


Miejsce
Jak co roku zajęcia odbywały się głównie w – dobrze bywalcom Ustki znanej – szkole na Bursztynowej. Świetna sala, rozbudowane zaplecze, sauna, która była alternatywą dla treningów na plaży w wypadku słabej pogody. Git. W przeciwieństwie do lat poprzednich, sale noclegowe znajdowały się na tym samym obiekcie – w tym roku były to sale do matematyki. Kto jeździł na Festiwal w latach poprzednich pewnie pamięta legendarną salę, na której spało parędziesiąt (jeśli nie więcej) osób i na której regeneracja zachodziła wyjątkowo wolno. W tym roku warunki były zdecydowanie bardziej komfortowe. No i na salę treningową było tylko 40 kroków. Drugim istotnym miejscem, w którym odbywały się przeróżne zajęcia była oczywiście plaża. Temperatury nie były może przez cały czas brazylijskie, ale było wystarczająco przyjemnie, żeby tańczyć sambę, trenować capoeira i odpoczywać na plaży bez większych problemów.
Capoeira

Jak sama nazwa wskazuje, cały Festiwal skonstruowany jest wokół capoeira i jej też było podczas całego wydarzenia najwięcej. Nauczyciele, głównie Brazylijczycy pracujący z capoeira w Europie, dawali lekcje, na których poznawaliśmy nie tylko nowe techniki, ale również różnice w stylach i podejściu do gry w różnych grupach – w tym roku były to Muzenza, Ciao oraz Ie Galo Cantou. Dla członków naszej grupy, jak zwykle bardzo istotny był trening z Mestre Nem – jest on okazją do zapoznania się z kierunkami rozwoju capoeira w grupie i w pewnym sensie wyznacza drogę, którą należy iść po powrocie w swoje rodzinne strony. Tym razem Mestre mówił dużo o grze dynamicznej, długich wymianach kopnięć, z bardzo ograniczoną ilością ginga, ale pozbawionej też niepotrzebnej agresji i chęci zdominowania partnera za wszelką cenę. Wiąże się to z zawsze przez Szefa podkreślanym szacunkiem, który należy się na roda każdemu, bez względu na stopień zaawansowania. Nie wiąże się jednak z asekuranctwem – należy grać śmiało, szybko, tak jak pozwalają na to umiejętności nasze i naszego partnera. Mestre nie mówił o tym wprost, ale w technikach, których uczył i w jego grze na roda widać było bardzo dużo ekspresji i właśnie włączanie do egry ekspresji wydaje mi się kolejnym jego przesłaniem. Każdy trening kończył się rzecz jasna roda, najczęściej paroma  niewielkimi, które po pewnym czasie łączyły się w jedną większą. Mimo mniejszej niż zwykle ilości uczestników, energia była ogromna i sprzyjała naprawdę dobrej grze. W sobotę odwiedziła nas reprezentacja grupy Unicar, która miała swoje zgrupowanie w okolicach – gra czasami stawała się bardzo ostra, ale w końcu ostra gra to też gra. Podsumowując, ilość doświadczeń na capoeira, które można było zebrać podczas festiwalu była ogromna. Kto nie był, niech żałuje!

Puxada de rede
Oprócz capoeira, na festiwalu mieliśmy okazję poznawać również inne aspekty kultury afro-brazylijskiej. Jednym z nich była puxada de rede – element silnie z capoeira związany, który bywa jednak często na warsztatach pomijany. Tym razem dużą dawkę tego „przedstawienia” obrazującego życie i pracę ludzi w nadmorskich regionach Brazylii zaaplikowali nam Contra Mestre Galo (Ie Galo Canto) i Professor Caju (Muzenza). Piosenkami i ruchami opowiedzieli nie tylko o połowach ryb (z czym najczęściej puxada jest kojarzona), ale również o innych codziennych zajęciach – od prania przez tańce, aż do zalotów. I znowu – kto nie był, niech żałuje!
Forro
Obok elementów stale pojawiających się na wszelkich wydarzeniach związanych z capoeira, tj. maculele czy samba, organizatorzy dołączyli do planu tegorocznego festiwalu zajęcia z forro – popularnego brazylijskiego tańca „na trzy”. Zajęcia prowadził nauczyciel z Minas Gerais – Junior Arto – i jego partnerka – Agnieszka. Cieszyły się one zadziwiająco dużym powodzeniem i – o dziwo! – przyciągały więcej mężczyzn niż kobiet. Początki były trudne, ale już po dwóch lekcjach właściwie wszyscy byli w stanie cieszyć się w miarę swobodnym tańcem. Co ciekawe, okazało się, że Brazylijczycy nie rodzą się z umiejętnością tańczenia każdego tańca – też muszą trenować i się uczyć. Professor Perere z Muzenzy wydawał się momentami tak zły na siebie, za to że nie wychodzą mu jakieś przejścia, że niemal kopał ściany. Do przetestowania umiejętności w praktyce doszło na sobotniej fescie – na około 20 m2  cały festiwal tańczył forro. Nie było gdzie postawić stopy, było gorącą i duszno tak, że nawet Brazylijczycy narzekali, a i tak (może właśnie dlatego!) była to najlepsza festa, na jakiej miałem okazję być (poza tegoroczną poznańską, rzecz jasna). Kto nie tańczył, niech żałuje!

Samba
Samba. Pojawiała się całkiem spontanicznie, to na sali, to na plaży, to w ogródku – gdziekolwiek ktoś zaczynał grać, ludzie zaczynali tańczyć. Niestety ilość ludzi tańczących jest niezmiennie ograniczona – można ich zliczyć na palcach obydwu dłoni. Dla tych, którzy tańczą nie jest to problem, bo oni dobrze się bawią, ale Ci którzy nie mają odwagi wejść, tracą mnóstwo zabawy i radości. Kto nie tańczy, niech niczego nie żałuje, tylko zacznie w końcu tańczyć!

Maculelê
Jak na niemal każdym wydarzeniu związanym z capoeira, również na festiwalu nie mogło zabraknąć maculelê. Za zajęcia odpowiedzialny był Professor Caju, a prowadził je świetnie – dynamicznie, bez żadnych przerw, płynnie przechodząc od rozgrzewki do treningu właściwego, przeplatając wszystko muzyką i śpiewem. Luks. Kto nie był, niech… już wiecie, co!
Czyli…

Podsumowując, Festiwal był świetnym wydarzeniem, z którego można było wyciągnąć dla siebie mnóstwo wiedzy z przeróżnych dziedzin związanych z kulturą afro-brazylijską, zogniskowanych wokół capoeira. Był też świetną okazją do poznania ludzi, którzy robią capoeira w Polsce, w Europie i na świecie – od tych początkujących, do postaci wiodących. Za rok kolejny – tym razem jubileuszowy – 10. Festival de Capoeira. Według zapowiedzi organizatorów ma być wyjątkowy i na cały tydzień zmienić Ustkę w małą Brazylię. Na pewno nie będzie tak kameralny jak tego roczny, ale tym bardziej warto już teraz zacząć planować przyszłe wakacje tak, żeby w nim wziąć udział.
Pescador